Sędziowie i dublerzy Trybunału (nie)Konstytucyjnego

Drukuj

Za sprawą ostatniego solowego występu na Uniwersytecie w Oxfordzie profesora Lecha Morawskiego, sędziego-dublera Trybunału Konstytucyjnego wybranego z ramienia Prawa i Sprawiedliwości na miejsce już wtedy zajęte, w powietrzu zawisło pytanie - jakimi ludźmi otacza się Jarosław Kaczyński i obecne ugrupowanie rządzące, jeśli wobec 8 sędziów TK wybranych przez PiS, aż w czterech przypadkach można szczerze powątpiewać w ich autorytet, wyróżnienie się wiedzą prawniczą czy apolityczność.

Lech Morawski jest jednym z pięciu sędziów wybranych w czasie grudniowego skoku na Trybunał dokonanego przez Prawo i Sprawiedliwość. Oprócz profesora Morawskiego większość sejmowa wybrała także Julię Przyłębską, doktora habilitowanego Mariusza Muszyńskiego, posła Piotra Pszczółkowskiego i profesora Henryka Ciocha. W grudniu 2015 roku Trybunał orzekł, że Platforma Obywatelska złamała konstytucję zwiększając ilość wybranych sędziów do TK z 3 do 5, a kilka dni tygodni później prezes Andrzej Rzepliński dopuścił do orzekania Julię Przyłębską oraz Piotra Pszczółkowskiego, odmawiając jednocześnie możliwość podjęcia pracy przez Mariusza Muszyńskiego, Lecha Morawskiego i Henryka Ciocha uznając, że zostali oni wybrani na miejsca zajęte.

Od tamtej pory Julia Przyłębska wraz z Piotrem Pszczółkowskim płynęli w sukurs „ustawom naprawczym” PiS-u paraliżującym prace Trybunału, zgłaszając zdanie odrębne do wyroku. W międzyczasie od grudnia 2015 do grudnia 2016 roku PiS uchwalił trzy ustawy naprawcze o Trybunale Konstytucyjnym, w marcu premier Szydło uznała swoją supremację nad orzekaniem, co wyrokiem jest, a co nie, w kwietniu sejm wybrał Zbigniewa Jędrzejewskiego na sędziego TK, w listopadzie Julia Przyłębska, Piotr Pszczółkowski i Zbigniew Jędrzejewski zasłaniając się L4 odmawiali przez 2 miesiące udziału w pracach TK, by w końcu w grudniu Julia Przyłębska otrzymała nominację na p.o. prezesa TK i z pomocą ustawy PiS-owskiej spacyfikowała wraz z sędziami i dublerami opozycję w Trybunale uzyskując nominację na prezesa TK.

Dziś o sędziach i dublerach Trybunału Konstytucyjnego wiemy znacznie więcej i co gorsza, to pewnie nie jest koniec. Julia Przyłębska, obecna prezes TK w czasie sprawowania urzędu w jednym z poznańskich sądów dała się poznać jako mierny sędzia, o słabych wynikach i wyjątkowo przewlekłych postępowaniach sądowych. Przez cały okres kadencji prezesa Rzeplińskiego uznawała prymat ustawy nad konstytucją zgłaszając zdanie odrębne do każdego wyroku Trybunału, udzielała wywiadów prawicowym tygodnikom skarżąc się na szefa TK, który miał uniemożliwiać jej normalną pracę, a także przedstawiała L4 o rzekomej jej nagłej chorobie, aby nie pojawić się w pracy i nie dopuścić do wybrania nowego prezesa z ramienia sędziów niepisowskich. W momencie otrzymania p.o. prezesa TK złamała prawo fałszując uchwałę o wyborze kandydatów na prezesa TK. Jako prezes wysłała swojego wiceprezesa na przymusowy urlop, który skończy się w dniu zakończenia jego kadencji, a kompetencje prezesa scedowała na dublera Muszyńskiego. Prezes Przyłębska ograniczyła także dostęp do TK mediom i w trakcie ogłoszenia wyroku wyprosiła wszystkich z sali pozwalając oglądać transmisję wyłącznie przez kamerkę internetową Trybunału.

Mariusz Muszyński czyli sędzia-dubler uczestniczył w czasach rządów PO-PSL w II i III konferencji Smoleńskiej, by za czasów rządów PiS zostać sędzią TK, wybranym na miejsce zajęte. W czasie paraliżowania Trybunału okazało się, że Muszyński w latach 90 był agentem i pracował dla Urzędu Ochrony Państwa. Informacja ta została zatajona, co większość komentatorów w tym kilku naukowców ze świata prawniczego uznało za dyskredytujące i ujmujące godności sprawowania urzędu sędziego TK. Muszyński do dziś się z tego nie wytłumaczył. Teraz dubler jest prawą ręką Julii Przyłębskiej i zapewne w czerwcu zostanie wiceprezesem Trybunału Konstytucyjnego.

Piotr Pszczółkowski to z kolei sędzia, który z apolitycznością nie ma wiele wspólnego, bowiem w wyborach parlamentarnych z 25 października 2015 roku uzyskał mandat posła z ramienia ugrupowania Prawa i Sprawiedliwości. Pszczółkowski w czasie prac niepolitycznych był m.in. adwokatem rodzin smoleńskich. Później okazało się także, że był pracownikiem dla jednej ze spółek zarabiających na handlu długami szpitali. Gdy szpital nie spłacał długów i przegrywał sprawę, musiał oddać dług spółce, a dla tej spółki pracowała kancelaria Pszczółkowskiego. W grudniu Pszczółkowski liczył na otrzymanie stanowiska prezesa TK, gdy jednak okazało się, że nie będzie wybrany, przestał wspierać pisowskich sędziów w działaniach w TK.

Lech Morawski zasłużył się ostatnimi wypowiedziami o tym, że sędziowie TK i Sądu Najwyższego są skorumpowani, rząd nie ma problemu z praworządnością i realizuje wolę suwerena, obecnie obowiązująca konstytucja jest dramatycznie zła, a homoseksualiści powinni się cieszyć, ponieważ nie są akceptowani przez rządzących, a pomimo tego żadne służby ich nie ścigają. Morawski był także uczestnikiem II i III konferencji Smoleńskiej Antoniego Macierewicza. W 2016 roku okazało się, że Morawski jest winien wypadku samochodowego, ale ten pomimo wielu ekspertyz wskazujących jego winę przedstawia inną wersję wydarzeń – taką, w której to profesor jest osobą poszkodowaną. Z wypadku profesor wyszedł bez szwanku. Drugi kierowca żyje do dziś z urazem psychicznym.

Konstatując – jeśli w ciągu roku dostaliśmy potężną dawkę informacji każącej nam zwątpić w autorytet sędziów/dublerów TK wybranych przez PiS, to warto zatem spytać, jak wyglądają kadry partii rządzącej w innych sferach instytucji państwowych – w edukacji, gospodarce, nauce, infrastrukturze, administracji, finansów czy sądownictwa. Aż strach pomyśleć

P.S.: depisyzacja w Trybunale nastąpi najwcześniej w grudniu 2024 roku, gdy skończy się kadencja Piotr Pszczółkowskiego i prezes Przyłębskiej oraz 3 pozostałych sędziów-dublerów.  Czyli 8 lat dobrej zmiany w Trybunale. Dokładnie tyle, ile chce rządzić prezes Kaczyński.

Czytaj również