Aaa wroga szukam

Drukuj

Słowa prezydenta Andrzeja Dudy, który w wywiadzie dla TVP Historia opowiedział o córkach, synach, wnukach i dzieciach wnuków, będących spadkobiercami zdrajców czyli rodziców, babci, dziadków i wujków, wpisuje się w szerszą, ale dobrze nam znaną retorykę ludzi wywodzących się z obozu PiS-u: wrogowie wszędzie, wrogowie wszędzie, a więc co to będzie, jak u władzy nas nie będzie?

Z przeprowadzonej w TVP Historia rozmowy widać wyraźnie, jak wpisana w narracje retoryka PiS-u zadomowiła się w Pałacu Prezydenckim. Prezydent Andrzej Duda nie szczędził słów wobec bezimiennych, którzy dzisiaj zajmują eksponowane stanowiska w różnych miejscach, w biznesie, w polityce, w mediach. To Ci bezimienni mają stać na straży pedagogiki wstydu, której tak polska prawica nie znosi, której każe nam się kajać za błędy naszych przodków, co według prawicy jest irracjonalne, bo przecież w każdej wojnie ponosiliśmy heroiczną śmierć, a takie epizody jak pogrom w Jedwabnym, to nie do końca wyjaśniona sprawa, więc lepiej nie mówić nic niż mówić coś.

Zasadniczo rozumiem co prezydent miał na myśli. Żyjemy w czasach, w których dopiero teraz, właściwie i prawdziwie rozliczamy tych, którzy winni są ciągłego upokarzania naszego narodu. Winni są okupacji radzieckiej. Winni są zubożenia materialnego i gospodarczego narodu. Winni są uprawiania pedagogiki wstydu. I w końcu winni są tego, że nadal nie możemy oddychać pełną, polską, narodową i katolicką piersią. Utrzymując retorykę historyczną warto zadać pytanie: kto jest w stanie wziąć szablę w dłoń, uderzyć w kościelne dzwony i wyruszyć na ostateczne rozprawienie się ze zdrajcami, córkami, synami i wnukami zdradzających? Tylko ten, który otwarcie określa się jako przeciwnik zdrajców.

Nikt w dotychczasowej fazie rządów PO i PiS w bardziej dosadny sposób nie próbował polaryzować społeczeństwa, jak robi to prezes PiS-u, a teraz także jego protegowany, prezydent Duda. Od Jarosława Kaczyńskiego, stojącego tam gdzie „Solidarność”, do tych bezimiennych stojących tam, gdzie kiedyś stało ZOMO, nikt nie dostrzegł, że budowanie podziału na scenie politycznej i w społeczeństwie historią o lepszych i gorszych, będzie w stanie przez następnych 12 lat dzielnie polaryzować i utrzymywać swój elektorat w ciągłym wrzeniu. Skoro są wrogowie, skoro czerpią korzyści i zapewne nas, zwykłych Polaków okradają, a my nawet nie wiemy kim są Ci „oni”, to musimy się przeciwstawić wierząc, że Ci którzy o tym opowiadają, wiedzą gdzie są. Skrupulatnie przez kolejne 8 lat Jarosław Kaczyński pośród wyśmiewających jego mantrę rządzących, a nawet niesympatyzujących z nim publicystów, zdołał w kulminacyjnej fazie zlepić urojenia o potomkach zdrajców czerpiących korzyści z wyborami prezydenckimi, parlamentarnymi, rozklekotaną, bezideową masą jaką była Platforma Obywatelska i zdobyć wszystko, co mógł.

Dzisiaj przy spadających sondażach prezydenta Dudy i obozu rządzącego w opowieściach prezesa PiS wrogowie znów wypełzają z bogatych domów. Średnia klasa, bogacze, wykształciuchy i elity zachłyśnięci przez lata 1989-2005 i 2007-2015 karmieniem swoich brzuchów biedą reszty społeczeństwa wołają ponowie o stanowiska, pieniądze i granty. Stąd historie o lepszym i gorszym sorcie, wyniki badań Jarosława Kaczyńskiego, odnajdującego wśród części społeczeństwa (pewnie tego nie głosującego na PiS) gen zdrady, opowieść o walkach żołnierzy AK z gestapo czy przytaczaną przez prezydenta Dudę „ojczyznę dojną zwróć nam Panie”, jako ten ostatni skowyt zdrajców i kłamców. Z tych całych lapidarnych formułek można wywnioskować jednak pewien wniosek – PiS nie uczy się na błędach Platformy Obywatelskiej. Historia o wrogach zadziała dokładnie tak samo, jak paliwo smoleńskie, które utrzymywało tzw. „lud antypisowski” w zwarciu przeciwko PiS-owi – kiedyś się wypali. Wciskając gaz do dechy Jarosław Kaczyński i prezydent Duda używają najostrzejszej retoryki, która faktycznie podoba się pisowskiemu elektoratowi. Ale wiara w to, że przez kolejne lata będzie ona tętniła swoim życiem jest tak samo złudna jak to, że w zamach zacznie wierzyć ponad połowa społeczeństwa. Szczególnie przy tak owocnych postępach prac podkomisji smoleńskiej Antoniego Macierewicza.

Prezydent Andrzej Duda zdaje się zapomnieć, że w wyborach prezydenckich wygrywa nie ten, który zabetonuje lewą lub prawą scenę polityczną, ale ten, kto przyciągnie centrowy elektorat, ten który pozwolił zdobyć PiS-owi samodzielną większość w parlamencie w 2015 roku. A słowa o zdrajcach pachną atramentem PiS-owskim, bardzo nielubianym wśród centrowych wyborców. Co zatem prezydent zamierza uczynić? Dzisiaj prezydent ogłosił chęć przeprowadzenia referendum w sprawie zmian w konstytucji. Tej, która od listopada 2015 roku nie obowiązuje, bo od listopada PiS zaczął majstrować przy „ulepszaniu” Trybunału. Może prezydent liczy również na „ulepszenie” tej części konstytucji, która mówi o prezydencie? Jedno jest pewne – zdrajcy będą mnożyć się przy spadających słupkach poparcia.

Czytaj również